Freitag, 1. Februar 2013

Karnawalowo

Przyczailam sie za firanka z laptopem, zapalilam swieczki, zaczadzilam moje krolestwo przeslodzonym olejkiem zapachowym z serii orientalnych, pozarlam batona i oto jestem, po 9 dniach intensywnej pracy na oddziale internistycznym. Przy czym nie zaniedbuje zycia towarzyskiego, ktore w okresie karnawalu obfituje w rozne okazje i przyjecia, nie zaniedbuje rowniez moich czerwonych wdzianek, ktore sprawilam sobie kiedys, bedac przekonana (po lekturze jakis badziew) ze czerwien poprawi mi krazenie, ktore jest niepokojaco i chronicznie niskie. Dzisiejszego wieczoru zaprezentuje mnie w iscie bijacym po oczach krwistym wydaniu oraz, dla odmiany, mojego faceta korzeni wschodnioeuropejskich :D

bluzka:zara; spodnica:h&m; buty: no name; naszyjnik: hallhuber

moj facet: sweter mustang; spodnie c&a; zegarek:fossil; krawat:hugo boss

Udanych zabaw karnawalowych!


Mittwoch, 23. Januar 2013

i znow skora - kurtka&spodnie

Widocznie jestem jakims walnietym fetyszysta, ale kiedy juz posprzatalam swoja szafe i stanelam przed jej wnetrzem, pierwsza rzecza, ktora wpadla mi w oko, byly piekne skorzane spodnie rurki. Rzucilam sie na nie jak szalona i poczelam walke wciskania moich malo zgrabnych nozek w ambitny ich rozmiar. Wcisnelam, zaczelam miec dalsza wizje. Ledwo oddychajac, wyczarowalam z drugiej polowy szafy najnowszy zakup roku 2013 - przepiekna, ozdabiana barokowym kolnierzykiem skorzana kurtke z Zary, ktora kupilam na przecenach jakis tydzien temu. Idealna, cholernie droga, stracilam na jej zakup MASE wolnego czasu, kiedy to przez owy czas zastanawialam sie, czy sobie ten luksus sprawic. Stwierdzilam (po 3 godzinach intensywnej pracy mozgu), ze ciezko pracuje, wiec moge sobie pozwolic. Pozatym, jest to inwestycja na pare ladnych lat, a czarna skora owej kurteczki jest idealna, mieciutka, cudownie skrojona, uniwersalna. I takim oto sposobem stalam sie pania owej cudnej rzeczy, ktora zalozylam na zwykla biala dosc przeswitujaca koszule z h&m i moglam isc sobie w ramach szalenstwa na balkon ;) bo owa stylizacja jest niestety jeszcze nie ta mrozy, ktore zadomowily sie w mojej miescinie na dobre. Ale dobry i ten balkon, ladny sasiad z naprzeciwka mnie zobaczyl i sie, poblazliwie co prawda, ale jednak - usmiechnal :D






kurtka: zara; spodnie: zara; torba: zara; buty: lasocki; koszula: h&m

Wiem, wiem, wyrafinowane zdjecia z kamerka w lusterkiem :D dywan jest, a propos, mojego syneczka, ktory lubi sie na nim bawic autkami :D 










Samstag, 19. Januar 2013

Skorzane legginsy w roli glownej :)

Ostatnio mam takie urwanie glowy, ze nawet nie mam sily stanac przed szafa i wymyslic cos bardziej kreatywnego niz brzydszy dres po domu i nieco ladniejszy, firmowy na wyjscie po bulki. A jak juz mam okazje wybrac sie dalej niz do osiedlowego sklepu i z powrotem, moim ratunkiem sa legginsy ze sztucznej skory, ktore kupilam sobie w tally weijl jakies sto lat temu. i od tych stu lat sa niezmiennie moim wybawca, kiedy nadchodzi stresujacy czas egzaminow, pracy, gotowania, sprzatania, nauki i wysadzania syna na kibelek (niekoniecznie w tej kolejnosci). wbijam wiec moje rosnace od paru miesiecy nieodwolalnie uda w owe magiczne spodnie, ubieram jakas dziwne gore, zakladam cos na wierzch i juz moge leciec na kawy, do pracy, na zajecia. nawet sie nie fatyguje, by otworzyc szafe, po prostu dzien zaczynam od kawy i porcji okropnie blyszczacych, niemal kurwiszych legginsow i wystarcza wysokie obcasy, a juz moje rosnace nozki wygladaja szczuplo i foremnie :) Na szczescie owy okres wlasnie dobiega konca, legginsy sa w praniu po raz trzeci w tym tygodniu, a ja mentalnie zbieram sily na sprzatanie mojej szafy, ktore przeznaczylam na jutro przed poludniem. A oto dokumentacja mojego modowego lenistwa ze spontanicznie dobranymi dodatkami, ktore akurat walaly sie gdzies pod reka, a nie w czelusciach mojej szafy.

plaszczyk: no name, sh; buty: zara; torba: hallhuber; legginsy: tally weil; kolnierz futrzany: no name, sh
plaszczyk: zara; kozaki: lasocki; legginsy: tally weijl; torba: hallhuber; kolnierz: no name, sh; broszka: bijou brigitte

Pozdrawiam z nad parujacej kawy z mlekiem :) Milego weekendu!

Samstag, 12. Januar 2013

Skorzana spodnica to moje wspomnienie jesieni 2012 :)

Ludzie okreslaja mnie jako osobe melancholijna i maja racje. Kocham jesien i zime, odzywam, lubuje sie w plaszczach, kozuchach, kurtkach; uwielbiam botki, kozaki, szaliki i futrzane kolnierze. Kocham rowniez jesien i zime, bardziej od lata i wiosny, choc kazda pora roku ma w sobie specyficzny urok. Czarna skorzana spodnice kupilam za 2 euro (!) na pchlim targu w Norymberdze, w melancholijna, deszczowa niedziele. Bardzo poprawila mi nieco depresyjny humor i jest ona moim wspomnieniem jesieni 2012 :) Zdjecia sa z pazdziernika, kiedy wszystko tonelo jeszcze w zlocie i czerwieniach, a ja wybralam sie z synkiem i chlopakiem na spacer. Jasny, klasyczny trencz kupilam dawno temu w Polsce, w sh, za smieszna cene. Jest on od lat moim jesiennym towarzyszem, na ktorego co rok czekam z niecierpliwoscia.

Pozdrawiam serdecznie! Oby jesien 2013 byl slonecznym, zlocistym i pieknym dla nas wszystkich okresem :)  


spodnica: sh; botki: Zara; bluzka: sh; kolnierzyk: bijou brigitte; trencz: sh; torba:hallhuber

Freitag, 28. Dezember 2012

Once upon a december...



Atakuje ponownie, uzbrojona w zapas karpatki :D
 Swieta Bozego Narodzenia minely, a ja postanowilam sobie podczas tych lewniych, slodkich dni, ze moj blog zmartwychwstanie - ciekawam, co prawda, na jak dlugo i z jakim powodzeniem, ale co mi szkodzi sprobowac. Najwyzej kiedys za dwa lata bede miala jakis 20 czytelnikow, z ktorych 19 bedzie hejterami, wiec bede sie cieszyc jakas nikczemna "popularnoscia". HEHE. Mam zamiar pisac o tym, co zajmuje prozna strone mojej osoby i wrzucac ciuchy, stylizacje, kosmetyki. Ale takze gotowanie, co mialy byc tematem przewodnim tej strony, bo ja jestem wciaz niewyzyta kulinarnie i wciaz eksperymentuje. I rowniez zdjecia mojego kochanego synka R. wrzucac bede - a co, pochwale sie, jakie mam slodkie i kochane dziecko :D Szykujcie sie wiec takze na konserwatywne posty o moich sposobach wychowywania dzieci i facetow ;)

                                         
                      
  
             
Takze to taka moja mala Wielkanoc na Boze Narodzenie :D
Na poczatek wrzucam miks zdjec dni swiatecznych oraz pod koniec postu moja stylizacje z 18 grudnia, iscie zimowa, z prawdziwym futrem z polskiego sh, na norymberskim jarmarku swiatecznym, jednym z
najwiekszym jarmarkow swiatecznych na terenie Niemiec.            

Nie wiem, jak jest w Polsce, ale z tego co pamietam, w miasteczku, z ktorego pochodze, nie ma tradycji organizacji tych pelnych uroku bazarkow i targow swiatecznych. Jedynie cos mi sie obilo o uszy o takowych imprezach we Wroclawiu, ale smie powatpiewac w autentycznosc owych targowisk.
Jest to stara niemiecka tradycja (jak mam byc szczera, to pomimo mieszkania w Niemczech jestem dosc antyniemiecka, ale ta tradycja mi sie wyjatkowo podoba), wraz z ktora we wszystkich miastach i miasteczkach - obojetnie, czy miescina ta ma 1000 mieszkancow, czy jest to metropolia typu Monachium - wladze organizuja na rynku lub na innym rownie prestizowym miejscu cale mnostwo straganow, bogato zapelnionych swiatecznymi produktami. Produkcja ta jest niesamowicie fantazyja - sa tam wszelkiego rodzaju bombki, swiecidelka, zawiesidelka na choinki, aniolki, diabelki, domki z miejscem na swieczke w srodku, ktora sprawia, ze w ciemnosci swieca sie im drobne porcelanowe otwory na okienka, zabawki dla dzieci, drewniane ciuchcie, suweniry, choinki, porcelanowe cudenka i miodowe swiece. Moja uwage zawsze jednak zwracaja z najwiekszym powodzeniem przerozne pysznosci, takie jak pieczone jablka w czekoladzie, wino grzane, goracy ajerkoniak, prazone migdaly i wszystkie znane mi bakalie, chleby owocowe z pieczonymi figami, korzenne pierniki, ciasta, ciasteczka, kokosanki, tablice czekolady o zapachu piernika. Moglabym wyliczac w nieskonczonsc, a szkoda mi czasu, bo spiesze sie do nowej powiesci Zafona - Wiezien Nieba, ktorej zostalo mi raptem jeszcze tylko parenascie stron :(
Napisze jeszcze jedynie, ze mieszkancy Norymbergii uwielbiaja ten okres przedswiateczny. Lubuja sie w tych aromatach i zapachach, ktore unosza sie od konca listopada az do 24 grunia po calym starym miescie, niemal codziennie umawiaja sie z przyjaciolmi na grzane wino i zakochuja sie co rok na nowo w widoku osniezonego zamku, ktory goruje majestatycznie nad placem ze straganami. Nie ma piekniejszej pory roku w tej czesci Europy, niz wlasnie ta, ktora juz niestety minela.
Nie minela jednak bezpowrotnie, za rok znow mozna bedzie sie cieszyc ta magia, ktora mozna chlonac wszystkimi zmyslami i ktora zamienia nas, pomimo trudu codziennosci, choc na chwile w dzieci i zabiera nas do wspanialej, swiatecznej krainy, gdzie leje sie czekolada, a dachy staranow wygladaja jak wykonane z najwyzszego jakosciowego piernika. Bo popijajac w gronie ukochanych grzane wino, kiedy w powietrzu tancza platki sniegu, a mroz szczypie w zarumienione policzki, tak magicznie to wlasnie wyglada - na kraine, w ktorej pojawienie sie pierwszej gwiazdki na firnamencie nieba, moze zwiastowac cos Boskiego, nie bedac przy tym tylko zwyklym zjawiskiem astronomicznym.
Tego Wam zycze - abyscie na Nowy Rok znalezli w sobie odrobine Boskosci, nie zapomnieli o magii, ktora otacza nas na codzien i o sile milosci, ktora wlasnie jest najwiekszym motorem tych czarow, jakimi sa kazde kolejne dni naszego zycia.
Bo nikt z nas tak naprawde nie wie, skad pochodzi, kim jest i dokad zmierza. Zatrzymajcie sie czasem, popatrzcie w glab siebie i zastanowcie sie, co jest dla nas - ludzi - naprawde wazne. Bajkowa atmosfera sprzyja takim refleksjom, alkohol w grzanym winie tym bardziej :) Nie bojcie sie odnalesc w sobie na Nowy Rok odrobine dziecka i fantazji!

Ech, mialo byc krotko, ale moj pociag do pseudofilozofowania jest znany na calej uczelni, takze wyszlo znow jak wyszlo.

*
A teraz przyziemniej, bo stylizacja z prawdziwym futrem (wiem, jestem okrutna i powinni mnie sama zedrzec z moich futer ;D). Dla mnie prawdziwa kobieta powinna miec w szafie choc jedno prawdziwe futro. Jest to luksus, na jaki trzeba sobie pozwolic i ktory powinien z kobieta pozostac na cale zycie. Futro wybiera Was, drogie panie, nie Wy futro. Kiedy zobaczycie to jedyne, jedyne, to bedziecie go chcialy na cale zycie. I cena nie gra w tym momencie roli, bo jest to zwiazek partnerski az do starosci, inwestycja w doskonale jakosciowo futro jest wiec klasykiem i rzecza ponadczasowa. I nie chodzi o zwykle modne, tandetne fake-futro z H&M (bez urazy i dla sprostowania, ale nie znosze tandety jesli chodzi o RZECZY PONADCZASOWE/KLASYCZNE, pozatym sama sie ubieram w sieciowkach) czy innej firmy mlodziezowej. Prawdziwe futro, szyte na miare, ktora mozna upolowac (jak moje) w secondhandach za cudowna cene, jest same w sobie synonimem elegancji i dobrego smaku. Nie wiem, czy umiem je nosic nalezycie, jak sie to temu okryciu nalezy, ale staram sie i kocham je (jak narazie) bez wzajemnosci. No ale, czlowiek sie uczy, moda przemija, trendy sie zmieniaja, a futro pozostaje manifestacja kobiecosci i luksusu. Bedzie wiec w mojej szafie po wsze czasy, az do nastepnego konca swiata i nastepnej zimy ;)


futro: sh; legginsy:tailly weijl; botki:zara; torba:hallhuber
Pozdrawiam cieplutko, bo za oknami mroz.


Montag, 9. April 2012

bakaliowa Wielkanoc

Mam doswiadczenie z blogami, wiec nie bede produkowac z wynioslymi wstepami i szczegolowymi opisami, o czym mam zamiar pisac i jaki to bedzie mialo charakter.

Bede po prostu pisac, a posty te wzbogacac zdjeciami - nie mam zamiaru sie nikomu przypodobac, robie to dla siebie. Chce troche ponarzekac, troche cieszyc sie z pierdol jak kuchnia marokanska czy nowa kieca. To rzeczy, o ktorych czesto sie po prostu zapomina, bo gina one w szarej codziennosci, upchane gdzies pod ciezar odpowiedzialnosci i ogromu obowiazkow. A to wlasnie te drobne rzeczy stanowia przeciez  perelki naszego smutnego zycia - wspomniec o nich czasem lub sie nimi podzielic sprawia, ze to zycie nadbiera rumiencow, a ja moge za pare miesiecy z sentymentem przypomniec sobie o ich bogactwie :) I tylko o to mi chodzi, o nic innego.

*


Zwlaszcza, jesli chodzi o gotowanie i pieczenie, moje dwie ukochane czynnosci. Nie jestem mistrzynia, jestem raczej na stadium amatorskim, badz stadium stopniowego wtajemniczenia w rozne techniki, jakie zbieram z roznych stron swiata. Duzym plusem jest napewno to, ze mieszkam w Niemczech, gdzie otwartosc na obce kultury jest w pewnym stopniu intensywniejsza niz w mojej rodzimej Polsce. Nie mowie, ze Polska jest nietolerancyjna. Ale badzmy szczerzy, egzotyka przychodzi nam z trudnoscia, podchodzimy do niej raczej sceptycznie i ostroznie, niz z otwartymi ramionami. Zwlaszcza, jezeli jest sie z prowinacjonalnych miescin, a ja z takowej jestem. W duzych miastach z duma od lat obserwuje, jak kultura gotowania i celebrowania miedzynarodowej kuchni oraz CO NAJWAZNIEJSZEJ wspanialej (!!!!) kuchni polskiej rosnie z dnia na dzien.
Niemcy sa co prawda raczej chlodniejsi niz Polacy, ale historia sama zadecydowala o tym, ze przez ponad 40 lat wplynela tu cala masa emigrantow, w tym takze moja mama i ja. I tym sposobem w kazdym kacie miasta sa przerozne kuchnie swiata - od klasycznych, wloskich, az po afro-karaibskie i specjalizujace sie w kuchni Uzbekistanu. Lubie te roznorodnosc i powoli sie do niej przekonuje, choc sama wciaz pamietam, jak na dzwiek "sushi" jeszcze pare lat temu wzdrygalam sie i zarzekalam, iz, na Matke Boska Najswietsza, przenigdy nie tkne surowej ryby, bo co to za pseudo nowobogackie zwyczaje panienek z Zachodu. O wiele przyjemniej bylo rzucic sie na kabanoski i chlebek ze smalcem. A do tego herbatka z sokiem malinowym i cala masa cukru.
A teraz prosze - trendy ekologiczne - juz nie cukier, a sok z agawy. Juz nie bialy chlebek, a orkiszowy. Kabanoski natomiast pozostaly w zapasach mojej przepastnej lodowki, pachnacej ich intensywnym, ostrawym aromatem. A sushi, chwalac sie nie bez podstaw, robie doskonale.

Cieszy mnie to wszystko niezmiernie, z natury i zycia trzeba czerpac, ile sie tylko da. I takim sposobem mieszam w swoim krolestwie kulinarnym wszystko, co mnie na chwile obecna zainspiruje. Obecnie z zainteresowaniem przygladam sie kuchni zydowskiej, arabskiej, ogolem - kuchni Bliskiego Wschodu, bo ten Daleki (klasyczna kuchnia azjatycka) juz jest nieco oklepany i nie stanowi dla mnie zbyt wielkiego wyzwania. Z przyjemnoscia, jak na tradycjonalistke, matke dzieciom i panie domu przystalo, znajduje tez na stole miejsce dla rodzimej kuchni polskiej, laczac ja z upodobaniem z kuchnia ukrainska, kresowa, rosyjska. Te pociagi zawdzieczam mojemu wschodniemu pochodzeniu i tradycji kresowej z dziecinstwa. Przepisy te sprawdzaja sie zawsze, a zwlaszcza na swieta, jakimi jest Wielkanoc.

W planach mialam co prawda zrobic wysmienita pasche wielkanocna z cala masa tlustej smietany, w ostatecznosci jednak zdecydowalam sie zrobic po prostu swiateczny keks z bakaliami dla mnie i rodziny oraz czekoladowe muffinki dla mojego synka. Oczywiscie, jako deser, czyli jedynie dodatek do niedzielnego obzarstwa. Wyszedl przepyszny, mieciutki, idealnie wilgotny, nawet dzisiaj, kiedy moj rosyjski mezczyzna wcinal go na sniadanie do pysznej herbatki z miodem. Tak na marginesie, to byl moj pierwszy keks, ktora upieklam sama w 21 wiosnie mojego zycia.

Oto przepis na keks, w kolejnych postach dam przepis na obiad z drugiego dnia swiat, kiedy to w domu zapachnialo kuchnia srodziemnomorska i pieczenia. I na muffinki czekoladowe :)

Z gory przepraszam za braki w gramatyce i brak polskich znakow. Kocham polszczyzne i nie mam zamiaru pisac w innym jezyku, bo po polsku mysle, choc z powodzeniem moglabym pisac w jezyku niemieckim.


           KEKS BAKALIOWY NA SWIETA







Skladniki:
3/4  szkl. cukru (szkl: 250 ml)
5 jajek
3/4 kostki masla lub margaryny
1/2 lyzeczki sody oczyszczonej, ktora nalezy rozpuscic w 1 lyzce wody
bakalie wedle gustu (ja dalam daktyle, morele, kandyzowana skore pomaranczowa
i cytrynowa, mielone orzeczy, rodzynki)
ewentualnie rozpuszczona gorzka czekolada
cukier puder

Wykonanie:
Bakalie pociac w drobna kostke i
zalac wrzatkem, pozostawic w odrebnej misce. Jezeli nie zdecyjdujemy sie na 

orzechy mielone, nalezy rowniez pokroic orzechy na bardzo drobno.
Zoltka przedzielic z bialkami. Zoltka utrzec z cukrem i margaryna na kremowa mase.
Bialka ubic na sztywna piane i dolac do masy. Delikatnie wymieszac lyzka, aby
masa stala sie jednolita. Pod koniec dodac sode rozpuszczona w jednej lyzce stolowej wody.
Dodac bakalie odsaczane z wody i przemieszac.







Piekarnik nastawic na ok. 180 stopni, wysmarowac forme keksowa maslem i posypac maka.
Wszystko zalezy od wielkosci formy. Mi z tylu skladnikow wyszly dwa keksy - jeden dalam
do tradycyjnej formy keksowej i dolalam na wierzch rozpuszczona czekolade, ktora ladnie
wsiakla w keks i zrobila pyszne, czekoladowo-kremowe nadzienie. 
Drugi keks dalam w nowatorska forme silikonowa. Tu nie musialam nic smarowac, keks
doskonale wyszedl, bez meczenskiego manewrowania sztuccami, aby nic sie nie rozwalilo.
Polecam silikonowe formy do pieczenia, absolutnie nic nie przywiera!
Piec okolo 40 min. Po wyjeciu z piekarnika poczekac, az ciasto wystygnie i posypac wierzch cukrem pudrem. Smacznego:)





A tu jeszcze moj wielkanocny stol z salatkami warzywnymi, kabanoskami, kradzionymi galazkami kwiatkow z obcych dzialek, chlebkiem wielkanocnym z rodzynkami, szyneczkami etc.